poniedziałek, 11 listopada 2013

Część 10

Tego dnia Justin wstał wczęsniej niż zawsze, poniważ był umówiony z Zasią. Zjawił się pod starym dębem, lecz jeszcze jej tam nie było. Postanowił poczekać. Chwile mijały nieubłagalnie a Zasi nie było nawet widać w oddali. Zrezygnowany Danger udał sie do szkoły dopiero na 3 lekcje. Kiedy wszedł do klasy wyczuł jakąś ciężką atmosfere. Jedyny on niewiedział co się dzieje. Przestraszony powiedział :
- Co się stało prosze pana ?
- To Ty jeszcze nie wiesz ?
- Nie. Proszę mi powiedzieć o co chodzi.

- Zasia nie żyje.
Po tych słowach Justin stał jakby jego nogi zostały przytwierdzone do podłoża. Kiedy wreście sie ocknął rozpłakał się i czym prędzej wybiegł z klasy. Harry wybiegł odrazu za nim. Justin się spytał :
- Jak to się stało, że ona nie żyje ? Co ja źle zrobiłem ?
- Justin nie obwiniaj się to nie twoja wina.

Po czym wyjął list pożegnalny i przekazał go Dangerowi. Justin jednym zamaszystym ruchem wyrwał mu kartke i poszedł do łazienki, gdzie ponowała cisza i spokój. Zaczął powoli, lecz ze strachem w oczach otwierać list, ponieważ nie wiedział co się w nim znajduje. Gdy już wyprostował kartkę jego oczu ukazał się tekst.
 " Przepraszam, że nie potrafie się z Tobą porzegnać normalnie tylko pisze jakiś durny list. Ja już poprostu niedaje rady dlatego chce to zrobić. Nic Ci nie mówiłam na ten temat, ponieważ bałam się, że będziesz chciał zrobić to samo co ja. Wiedz, że Cie bardzo kochałam i to nie jest twoja wina, że skończylam z tym wszystkim. Dzięki Tobie na prawdę poczułam się szczęśliwa i kochana. Byłeś moim najlepszym i chyba tak naprawdę jedynym chłopakiem. Na tym zakończe ten list skarbie żegnaj. Kiedyś zobaczymy się  po drugiej stronie. "
Po przeczytaniu tego Justin miał same najgorsze myśli, lecz jednak wiedział, że Zasia by tego nie chciała. Powstrzymywał się od czarnych myśli chodż kosztowało go to wiele wysiłku. Dyrektorka zwolniła go na kilka tygodni z obowiązku uczęszczania do szkoły, żeby Danger spróbował dojść do siebie. Równierz Caitlyn i Harry dostali ten przywilej. Dyrektorka kazała mi zaopiekować się nim jak najlepiej tylko potrafia. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz