niedziela, 24 listopada 2013

Powstanie

 Następnego dnia lekarze wypisali Justina ze szpitala i wrócił ze swoimi przyjaciółmi do domu. Jednak dostał zalecenie, żeby jeszcze posiedzieć pare dni w domu zanim pójdzie do szkoły. Dobrze się składało, ponieważ zbliżała się przerwa świąteczna. Justin postanowił spędzić te pare dni ze swoją rodziną. Kilka dni przed przyjazdem zadzwonił do syna i go poinformował o swoim planie. Strasznie się uczieszył i powiedział, że ma dla niego prezent. Gdy Justin zjawił się w domu syn i żona rzucili się mu na szyje. Cała trójka upadła na świerzo wypolerowane panele. Kiedy wszyscy wstali nadszedł czas na rozpakowanie prezentów. Wtedy Danger wziął swojego syna na bok i zaczął go przepraszać za to, że nie kupił mu żadnego prezentu. Na to odrzekł mu syn :
- Święta z Tobą są największym prezentem.

Po tych słowach Justinowi zkręciła się łezka w oku. Był dumny z tego, że ma tak wspaniałego syna i obiecał mu, że następnego dnia rano pojadą po prezent. Wybiła godzina 22 i wszyscy usiedli przy stole. Na stole znajdowało się 15 pięknie wyglądających i wspaniale pachnących dań. Tego dnia obsługa miała wolne więc za wszystkie potrawy odpowiedzialna była żona. Chodż była znana z tego, że nie jest najlepszą kucharką. Justin i jego syn mieli pewne obawy przed włożeniem czego kolwiek do ust. Jednak ojciec póścił do syna oko i obaj zaczęli sporzywać wigilijną kolacje. Wszystkie potrawy odziwo strasznie im smakowały i brali po kilka dokładek. Jak w każde swięta usiedli wygodnie na kanapie i zaczęli oglądać rodzinne zdjęcia. Wtedy ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że była to Caitlyn która chciała powiadomić Justina, że Harry gdzieś zniknął. Danger odpowiedział :
- To nie moja sprawa. Jest już dorosły i wie co robi. Te swięta chce spędzić z rodziną więc proszę Cię idż stąd. 
Na tym właśnie się zakończyła ich rozmowa. Która teoretycznie się nawet nie zaczęła. Reszta wieczoru minęła w miłej atmosferze.

1 komentarz: